Przyjechaly z innego stanu i spaly w garazu swojego ojca(ich ojciec to hipis w calym tego slowa znaczeniu).Dobra materialne u niego sa na ostatnim miejscu.Ma malutki dom ktory na standardy amerykanskie jest naprawde bardzo malutki,stary chyba 30-letni samochod.Liczy sie dla niego charakter,nie lubi sporow i ciagle szuka milosci swojego zycia,czyli chyba kobiety ktora bedzie taka sama hipisiara jak on.Zycze mu szczescia ale chyba trudno bedzie taka osobe znalesc-szczegolnie w kraju takim jak Ameryka gdzie na pierwszym miejscu jest kasa,wygoda i konsumpcjonizm.
Ale do rzeczy.Kuzynki okazaly sie b mile.No i oczywiscie moj K.wygadal ze prowadze bloga o zyciu w Usa i naturalnych kosmetykach.Byly tym b zainteresowane i dopytywaly sie kiedy przetlumacze go na angielski-powiedzialam ze moze kiedys:)Prawde mowiac to niewiem czy bym chciala zeby Amerykanie go czytali bo wydaje mi sie ze troche krytyki by sie tu naczytali.No ale zobaczymy-moze kiedys przetlumacze(lub chociaz wstawie automatyczny translator).
Wstawie troche zdjec ze spotkania rodzinnego.Spotkanie bylo w domu ciotki K.(gdzie znowu spalismy).
Brat K.obchodzil 20-lecie swojego slubu.Z tego powodu przygotowali kolaz zdjec i kazda przedstawicielka plci pieknej dostala koszyczek z kosmetykami od solenizantki:)
Ulubiona czescia takich spotkan rodzinnych jest dla mnie oczywiscie wyzerka:)
Dostalam koszyk -byly w nim kosmetyki do kapieli:)
Lubie spotkania rodzinne tutaj-sa b na luzie-nie trzeba sie stroic(jak widac po ubiorze).Oprocz gadania,picia piwa i wyzerki zajmowalam sie tez jednym z psow zeby ulzyc gospodarzom-byli b wdzieczni:)
Kolaz zdjec o ktorym wspominalam:)
Ciotka K. jest milosniczka psow.Codziennie rano bylam lizana po buzi na dzien dobry przez tego wiekszego psiaka.Ten maly okazal sie psychiczny-szczekal ,warczal-ma problemy z ufaniem obcym-jednak pod koniec pobytu wskoczyl do mnie na kolana:)












